Trochę słów wstępu…

Po prawie 30 latach życia odkryłam w sobie pasję. Pasję niezbyt wyszukaną, taką zwyczajną i normalną pasję do gotowania i eksperymentowania w kuchni.

Urodziłam córkę. Właściwie dwie córki. Najpierw jedną, potem drugą (no inaczej być nie mogło). A że dwie córki to już nie jedna więc i wymagania są większe.Niestety nie zawsze będą dziećmi a nim się obejrzę dorosłymi kobietami (straszne…). Dziewczyny mają tak, że za wzór kobiecości stawiają swoją matkę.Jej , ale czy ja jestem wzorem? Nie wiem ? Wiem że muszę być tą, taką  kobietą do naśladowania, dla nich.

Kobieta do naśladowania, w moim odczuciu, to ta pewna siebie,przebojowa , radosna, no raczej nie ja. Nazwałabym się  raczej smutną i zakompleksioną …Jedynym moim szczęście były dzieci, ale w domu. Brak odwagi nie pozwalał mi nawet na wyjście dalej prócz spacer wokół osiedla .Dodatkowo mąż sportowiec a ja klucha…kłóciło się to ze mną.

No dobra ale co z tą pasją? No więc jest to pasja do gotowania zdrowego jedzenia. Takiego który nie dość że zdrowy to pomoże mi schudnąć (lub po prostu nie przytyć bardziej) Bo jak mam zmieniać siebie to tylko na lepszą wersję. Przy okazji pomogę (tak myślę ) dzieciom.Chcę u córek wykształcić zdrowe nawyki żywieniowe, i e w przyszłości  przed kompleksami i otyłością.

Chciałam schudnąć, ale tak zdrowo, bez spinki, bez presji, spokojnie i (chyba) z głową. Na początek odrzuciłam wszystkie słodycze. Było ciężko bo okazało się że jadłam ich sporo…Potem zrezygnowałam z ziemniaków ( czułam że tak będzie ok) na rzecz kasz. I oczywiście ćwiczenia, bo bez tego się nie da ( tu z pomocą przyszedł mój wysportowany mąż). Byłam jak dziecko we mgle, przecież ja się na tym nie znam- myślałam. Musiałam szukać nowych przepisów, inspiracji do dań ( instagram to był strzał w 10. Jest tam mnóstwo ludzi pasją do zdrowego żarcia którzy są chętni do pomocy, polecam)…Powoli się wkręciłam się w ten trybik fitfood. Teraz już sama wymyślam przepisy i podpowiadam innym. Nie jestem dietetykiem , wszystko co robię, robię intuicyjne, słucham swojego organizmu i wychodzę na tym na dobre. W ok 4 miesiące schudłam ok 15 kg (dużo? no sporo…). Mój cel został osiągnięty ale to jest dopiero początek. Schudnąć jest łatwo , utrzymać wagę, to jest dopiero wyzwanie. Prócz lżejszego ciała i mięśni na brzuchu (nie zamierzony efekt uboczny ćwiczeń, który jest super) zyskam radość i pewność siebie. Jakiś czas temu koleżanka zadała mi pytanie ” Iwona jesteś szczęśliwa?” i wtedy zrozumiałam że w końcu, po tylu latach tak naprawdę jestem szczęśliwa.W sumie nie uwierzyłabym w tę ckliwą historykę gdyby nie była o mnie. Może dzięki niej i moim opowiastkom, spostrzeżeniom i przepisom ktoś się skusi na zmianę…siebie?

A no i najważniejsze , mam na imię Iwona jestem mamą dwóch córek  Marii i Antoniny oraz żoną Jarka czyli  mamana_diecie (zdrowej), dzień dobry!

Reklamy